Brat i siostra czyli tribal.
Witajcie. Muszę przyznać, że ciężko mi z dzisiejszym wpisem. Wyglada na to, że tak naprawdę Wy wszyscy byliście sztuczni, przedtem komentarz na komentarzu, a teraz…nic, nikt. Ech, chyba zżyłam się z tym blogiem, skoro tak mnie to boli. Nie wiem. Jest inaczej i trudniej, ale… postanowiłam, że i tak będę dalej prowadzić tego bloga. Nie ma tak łatwo. W końcu zakładałam go dla siebie, prawda? Przyznam tylko, że zawiodłam się odrobinę na internecie. Pewnie nie ja pierwsza i nie ja ostatnia. Tyle narzekania, a teraz z inne beczki…

Ostatnio odwiedził nas mój brat. Pan Student! Młode to, to takie, głupie jeszcze
, ale kochane w sumie. Z racji różnicy wieku między nami, nie umiem powstrzymać się od matczynych odruchów wobec niego. Było nie było, połowę szkoły jako starsza siostra przychodziłam i tłukłam tych wszystkich małych byczków, co chcieli mi brata skrzywdzić. Ech działo się, działo. Jednak nie o tym chciałam dzisiaj pisać, otóż wyobraźcie sobie, że braciak zrobił sobie tatuaż (mówiłam już, że głupie to to takie?). I żeby to jeszcze był jakiś porządny wzór albo ostatecznie dobrze dopasowany tribal (tak wiem, co to tribal, sama się przez pewien czas zastanawiałam nad jednym), ale nie… mój genialny Pawełek zrobił sobie… Barta Simpsona na ramieniu. Myślałam, że go zatłukę, jak to zobaczyłam. I oczywiście pierwszą moją myślą było, ile będę mu musiała pożyczyć, kiedy już trochę zmądrzeje i zdecyduje się na usunięcie tatuażu? I wiecie, co mój mądry braciak na to? Otóż cały ten cud na jego skórze, to tatuaż czasowy. Wykonany jak normalny, kolorowy, ale jakoś tak złożony chemiczne, że po roku sam zniknie. W ogóle nie miałam pojęcia, że istnieje coś takiego. Ech czasy! Miał chłopak szczęście, bo naprawdę, podejrzewam, że oberwałby ode mnie gorzej niż od matki i nie miałoby znaczenia czy już student czy jeszcze licealista. Co oczywiście nie zmienia faktu, że jeśli za rok, na jego ramieniu dalej będzie widniał mały żółty chłopaczek, to … wtedy lepiej dla niego, żeby nie było mnie w pobliżu. Zobaczymy, a ja póki co… idę sama zobaczyć parę wzorów. Na całę życie to bym nie chciała, myślałam już nad tym, ale jak sobie wyobraziłam jak tyję, albo się marszczę…nieeee! Natomiast taki czasowy, na rok, na dwa…


Brak komentarzy »
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz