Dmuchańce, latawce, wiatr
Myślałam ostatnio jakie by tu jeszcze zajęcia, niekomputerowe, młodym sprawić i stwierdziłam ostatecznie, że może pójdę na łatwiznę i po prostu spytam dzieciaki zamiast szukać na siłę czegoś, co może wcale im do gustu nie przypaść. Jak to u mnie, jak pomyślałam, tak zrobiłam… i co? I czekało mnie małe zaskoczenie.

Zadałam naprawdę proste pytanie, które brzmiało mniej więcej tak: „Jakie gry dla dzieci was najbardziej bawią?”. Pytanie proste, odpowiedź też powinna taka być… no i pewnie była tylko, że mi nic zupełnie nie dała. Dlaczego? Bo brzmiała: „Dmuchańce!”. I niech mi ktoś powie teraz, ręka w górę, kto wie, co to są dmuchańce? Ja przyznaję od razu i bez bicia, pojęcia zielonego nie miałam. Za to teraz już wiem i mogę oświecić każdego. Otóż dmuchańce, to wszelkiego rodzaju zjeżdżalnie dmuchane, zamki, trampoliny itp. Cóż odpowiedź trochę kiepska bo wiadomo, że do domu nie kupię młodym takiego cuda, ale… przyznam, że pomysł nawet mi się spodobał. W sumie, czemu by nie zabierać dzieciaków raz na jakiś czas na taką zabawę, pewnie spodoba im się bardziej niż aerobik czy basen, a jeśli okaże się, że dorośli też mogą… hmmm mi by tam nie przeszkadzało odszukać w sobie jakieś wewnętrzne dziecko. Ha, zobaczymy, ale jak tak dalej pójdzie to okaże się, że to rodzinne rzucanie komputerowych nałogów będzie większą frajdą dla nas – dorosłych, niż dla młodych. Zobaczymy, zobaczymy…


Brak komentarzy »
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz