Z tego wszystkiego, zapomniałam się pochwalić (choć jeszcze nie wiem, czy jest czym), że wybieram się dziś wieczorkiem do fryzjera. Tak, tak – ja! Wiecie, jako kobietą lubię zmiany i raczej długo się nie zastanawiam, ale przyznam szczerze, troszkę się niepokoję. Otóż, wymyśliłam sobie grzywkę. Co prawda, nigdy grzywki nie miałam, bo zawsze mówiono mi, że mam gniazdo, z którym niestety nie da się współpracować, ale co tam – dziś postanowiłam, że tak łatwo się nie dam! Choć nie powiem, boję się, że znów gniazdo mnie pokona i odbierze nadzieje i marzenia. Ale, póki co, jestem dobrej myśli, są przecież różnego rodzaju lakiery i pianki, które chyba pomogą mi wystylizować sobie grzywkę, co nie?

Ciekawa jestem, jak będę wyglądała ;-)