Gem, set, match
Witajcie ponownie. Tęskniliście? Pewnie tak … bardzo Was przepraszam, ale miałam ostatnio mnóstwo zajęć. Opis wszystkiego, co zdarzyło od mojego ostatniego wpisu zająłby za dużo miejsca i pewnie trochę Was znudził, więc streszczę tylko, to co najważniejsze. A najważniejsze w tej chwili są… obozy tenisowe. Wiem, wiem brzmi dziwnie, ale kiedyś naprawdę potrafiłam całkiem dobrze serwować i w ogóle grać. Potem… wiadomo, przyszła praca, dom, obowiązki i nie wiedzieć kiedy mała zielona piłeczka całkiem wyturlała się z mojego życia. Jednak w ostatnio niedzielę poczułam nagle, że naprawdę brak mi tamtej radości z biegania po korcie i postanowiłam – uważaj Wimbledonie, Chantelle wraca! I to wraca w wielkim stylu, niedługo uzbiera mi się prawie 14 dni wolnego i zamierzam je w całości poświęcić na grę pod okiem instruktora. Miejmy nadzieję, że przystojnego
… a dlaczego obóz? Ech bądźmy szczere, wyszukiwanie partnera/partnerki do gry, rezerwacja kortu, kupno nowego sprzętu. To wszystko są rzeczy, na które nie mam teraz czasu…więc skoro mnie na to stać.:)
Może drugą (a w zasadzie trzecią) Williams już nie zostanę, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że dorosła kobieta też możę uprawiać sport, jeśli naprawdę naprawdę tak sobie postanowi. Czekajcie zatem cierpliwie, jeśli dobrze pójdzie już za kilkanaście dni przekaże Wam wszelkie informacje, gdzie, kiedy i z kim zastaniecie Waszą Chantelle na korcie


Brak komentarzy »
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz