La donna est mobile
Hej, jak tam u Was? U mnie w zasadzie bez zmian, przyznam szczerze, że nawet nie specjalnie chciało mi się dzisiaj na bloga wchodzić, tyle jest rzeczy do zrobienia w życiu, tyle spraw do przeżycia, więc po co pisać i narzekać? Prawda. Uznałam jednak, że prowadzenie bloga też jest dobre, w końcu kiedyś sobie wrócę do tego wszystkiego przypomnę, spojrzę w mój internetowy dziennik-niecodziennik i będę wspominać, więc jestem, ale fajerwerków dzisiaj nie oczekujcie toczę sobie moje spokojne, fajne, poza internetowe życie i dobrze mi z tym…
Do napisania nie ma nic… nic nic… la la la la la laaaaaaaaaaaa!

I taka prawda jest, ale coś oczywiście napiszę, bo wszak la donna est mobile, więc skoro powiedziałam tak, to zrobię inaczej, a co niech raz chociaż będzie, że jestem taka stereotypowa! HA! Z ciekawostek to tyle, że troszkę naruszyłam cztery kółka mojej brzydszej połowy i jakby no… lakier nie jest już taki lśniący i równy wszędzie :/ na szczęście żadna pomoc drogowa poznań nie była potrzebna i ogólnie… (jeszcze mi się gęba śmieje, jak to sobie przypomnę:) ) myślałam, że może nie zauważy… i w sumie po trzech dniach się dopiero zorientował… oj nie był szczęśliwy, ale że ostatnio wszyscy mają dobry humor to żadne domowe gry wojenne nie były potrzebne i no pobiadolił, pobiadolił i przebolał. I to też jest fajne, bo jednak ta jego almera to była taka trochę miłość, ech ale ja większa! I to też jest fajne. Pa!


Brak komentarzy »
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz