I proszę nawet nie wiedzieć kiedy minęły cztery lata i znowu są mistrzostwa. Co prawda ja sama jakąś szaleńczą fanką piłki nożnej nie jestem, ale pooglądać sobie zawsze mogę. Szkoda tylko, że nie ma naszych, bo tak niespecjalnie jeszcze wiem komu kibicować i pewnie zbyt szybko się nie dowiem, jak będzie finał to wtedy zdecyduję – zależnie od uczestników – kogo bardziej lubię lub kogo mniej nie lubię… a póki co tak sobie wieczorem siadam z moją brzydszą połówka, ja popijam, on żłopie, piwko i oglądam mecze. Może i nie jest to najciekawsza rzecz jaką można robić, ale gdybym tego nie robiła, to pewnie przez jakiś czas byłabym po prostu wyłączona z większości rozmów jakie prowadzą teraz ludzie w tramwajach, autobusach, w pracy, na spacerze i w ogóle no czułabym się … wyoutowana? :D Tak out to dobre słowo, kiedy mówimy o mistrzostwach w piłce nożnej, prawda? Ogółem nie mam dzisiaj weny do pisania wciąż przeżywam to jak Green koszmarnie nie obronił tamtego strzału, ech biedny chłopak, żal mi go strasznie tylu ludzi musi teraz na niego psioczyć, szkoda mówić.
I w sumie tyle, tak tylko chciałam dać znać, że żyję i jestem i pewnie coś tu więcej niedługo skrobnę :) a póki co “byłam, jestem, będę” chociaż tysiąca lat nie liczę :D , PA!