Witajcie jak tam u Was? U mnie nawet nawet, ale przyznam, że weekend choć długi to burzliwy był zdrowo. Miałam się pobyczyć, miałam (w końcu) znowu trochę pograć w gry na przeglądarkę i ogólnie wyleżeć na ogródku, wyleżeć na słońcu… robić tak dużo i nie robić nic. I wszystko wskazywało, że tak będzie, a tu nagle… bum! W piątek dzwoni kuzynka mojej brzydszej połowy i … upewnia się, że będziemy na ślubie, bo nie odesłaliśmy jej potwierdzenia…tak zgadza się, zapomnieliśmy! Ale przecież nie mogłam jej tego powiedzieć, więc tylko przełknęłam ślinę i na hurra, pakowanie, szukanie prezentu, ogólne szaleństwo. Koszmar makabra. Zdążyliśmy w sumie dopiero na wesele (swoją drogą bardzo ładna sala weselna Szczecin) ale udało nam się wymigać, że byliśmy w kościele tylko nie mogliśmy podejść z życzeniami, bo nam młody się pochorował i było z nim wyjść z kościoła (wiem, wiem za kłamanie i to jeszcze o własnym dziecku będę się w piekle smażyć). Kupiliśmy na szybko takie w sobie fajne dekoracje ścienne, dołożyliśmy do koperty gotówkę i wszystko było dobrze poza drobiazgiem… że tak w połowie wesela dopiero nas otrzeźwiło, że zapomnieliśmy załatwić nocleg… ale, co tu mówić, przecież moja rodzina nie może być normalna, powiem tylko, że daliśmy radę i w sumie ciekawy weekend wyszedł, tylko trochę kosztowny.