Nowa fryzura – nowy kłopot
Powiem tak – żałuję, że nie wyuczyłam się zawodu fryzjerki… To niesłychane, jak pięknie i efektownie może wyglądać fryzura wystylizowana przez profesjonalistę, a jak beznadziejnie i fatalnie – fryzura zrobiona w domowym zaciszu. Niby staram się robić wszystko dokładnie tak, jak mi w salonie fryzjerskim pokazano i wytłumaczono, a mimo wszystko włosy nie chcą mi się układać – są oklapnięte i sprawiają wrażenie ciężkich i przemęczonych. Nie wiem już, jak mam je suszyć i, jak modelować, aby były takie, jak zaraz po opuszczeniu fotela fryzjerskiego. Cokolwiek nie zrobię i tak jest źle. I tak jest inaczej. Szkoda, że nie stać mnie na codzienne czesanie u fryzjera, do którego ganiałabym rano i miała spokój na cały dzień. A tak co? Fryzura fajna i ja ponoć nie najgorzej w niej wyglądam, ale co z tego, skoro i tak z niej cieszyć się nie potrafię, bo wciąż mam wrażenie, że jestem przylizana?!


Brak komentarzy »
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz