Wiem, że dawno mnie tutaj nie było, ale od kilku dni jestem na diecie i uwierzcie – nie mam na nic siły, nawet na pisanie. Wykończę się, to na pewno, ale co zrobić, kiedy innej rady, jak ograniczenie kalorii – nie ma? Przytyło mi się ostatnio, to fakt niezaprzeczalny, dlatego też staram się coś z tym zrobić. Jem mniej i zdrowiej – warzywa, owoce, ciemne pieczywo. Staram się też jadać regularnie, w miarę często, ale niezbyt dużo. Piję wodę niegazowaną i różnego rodzaju herbatki – zielone i czerwone, w wyniku czego – biegam nieustannie do toalety. Przyznam, że jest to trochę męczące i kłopotliwe, dlatego też zastanawiam się nad odstawieniem herbatek. Do tego wszystkiego ćwiczę – niezbyt dużo, bo niestety należę do “rodziny” leniwców i nie lubię zbytnio się przemęczać. Zwłaszcza, kiedy muszę męczyć się sama. Może namówię jakąś koleżankę ażeby ze mną ćwiczyła, bo nie dość, że raźniej mi będzie, to jeszcze łatwiej zniosę ten ból, w końcu, jak się to mówi – “w kupię raźniej, łatwiej i przyjemniej”.

Zazdroszczę czasami (dobra, dobra – nie czasami tylko – ALL TIME!) tym, którzy nie muszą zwracać zbytniej uwagi na to, co jedzą. Tym, którzy maja dobrą przemianę materii, dzięki czemu udaje im się utrzymać ładną i zgrabną sylwetkę. Też bym tak chciała!