Wewnętrzne dziecko
W pewnym wieku jedyne bajki w jakie skłonna jest jeszcze wierzyć kobieta to takie, które kończą się słowami „i mieli raty na zero procent” lub „i wiedzieli, że to była wyjątkowa okazja”. Wydawać by się mogło, że pojęcie „za darmo” to tylko inna, ładniejsza nazwa dla puszki Pandory. Puszki w której kryją się mroczne cienie przedstawicieli Providenta lub komorników sądowych. Zatem nie należy się dziwić, że kiedy moja ulubiona (i jedyna) siostrzenica namawiała mnie ostatnio żebyśmy koniecznie weszły na pewną stronę internetową, natychmiast włączył mi się cichy sygnał ostrzegawczy. Cóż niepotrzebnie. Wygląda na to, że czasem małe dzieci mają znacznie zdrowsze podejście do rzeczywistości, niż ich zmęczeni, walką z bankomatową ścianą płaczu, rodzice. Okazało się, że taka przyjemność jak bajki dla dzieci za darmo, jest jak najbardziej realna.
Całe to wydarzenie sprawiło, że zastanowiłam się poważnie nad tym jak bardzo zmienia się nasze podejście do rzeczywistości wraz z upływającym wiekiem i liczbą lepszych lub gorszych doświadczeń. Wiem, nie umiem powiedzieć wiele mądrego w tej prawie, ot życie! Jednak trochę to przykre uświadomić sobie nagle jak wiele niepotrzebnego stresu zabiera na co dzień brak zwykłej dziecięcej ufności. Może jednak czasem warto dać sobie i innym większy kredyt zaufania. Ot tak po prostu? A nuż okaże się, że to na, co nie chcieliśmy nawet rzucić okiem to w rzeczywistości bardzo dobra oferta lub ciekawa strona internetowa. Oczywiście dzieckiem już się stanę ( a szkoda!) ale tak przedświatecznie życzę wszystkim (w tym i sobie) odrobiny więcej dziecka wewnątrz.
Dziecka, które może będzie już na tyle duże, aby nie wierzyć w bajki, ale jeszcze na tyle małe, aby mieć ochotę coś sprawdzić, czegoś doświadczyć i gdzieś zajrzeć. Z pewnością pomoże to nam urozmaicić nasze, często zbyt jednostajne, dni.



Brak komentarzy »
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz