Zmian ciąg dalszy
Nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo lubię… zmiany! Uwielbiam, kiedy koło mnie coś się dzieje, jednak, nie myślcie sobie, że lubię być w centrum zainteresowania, bo nie lubię, a poza tym… nie o to chodzi. Chodzi o innego rodzaju szum i “zamieszanie”. Lawina zmian zaczęła się od nowej fryzury, potem, jak dobrze wiecie – była dieta, a teraz, WOW! Teraz moi mili – prawdziwa uczta!

A ściślej rzecz ujmując – przeprowadzka do nowego, większego mieszkania. Bardzo się cieszę, że udało nam się wreszcie znaleźć odpowiednie, także pod względem finansowym, mieszkanie dla naszej czteroosobowej rodziny. Dzieciaki będą miały swoje pokoje, my sypialnię, a i miejsce na salon się znajdzie. Już nie mogę się doczekać pakowania i wyrzucania tego, co na nowym nam się nie przyda lub co, najwyższy czas wymienić. A potem jeszcze przyjemniejsze – rozpakowywanie, urządzanie i układanie wszystkiego tak, aby tworzyło piękną i zgraną całość. Mój mąż co prawda, nie podziela mojego entuzjazmu, ale wcale mu się nie dziwię, w końcu to on (nie ja) będzie dźwigał te wszystkie graty – meble i ciężkie pudła. Dzieciaki z kolei już nie mogą się doczekać, kiedy wreszcie będą miały swój własny kąt – azyl, w którym będą mogły schować się, kiedy będzie im smutno i źle.
A zatem, za kilka dni zostanę chwilowo odcięta od internetu i bloga, ale podkreślam – chwilowo.


Brak komentarzy »
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz